Bałagan w naszej dyscyplinie.

Takiego b…..u to ja dawno nie widziałam. Nasz światek rajdowy jest taki niewielki a ludzie nie mogą się ze sobą dogadać.

Powinno być tak:  trenujemy konie, startujemy w zawodach w przyjemnej atmosferze, zbieramy punkty rankingowe, po sezonie spotykamy się na konferencji omawiając miniony sezon, gratulując sobie osiągniętych sukcesów i planując wspólnie następny rok. Pchać tą piękną dyscyplinę do przodu, popularyzować ją i zachęcać nowych jeźdźców do uprawiania tego sportu.

A jest tak:  niesnaski, wojny podjazdowe, patrzenie wilkiem jeden na drugiego. Nie ma żadnych jasnych reguł, każdy ciągnie w swoją stronę. Ciągłe spory i kłótnie.

Czy tak powinno być??

I co można z tym zrobić?? Nie wiem.

Przez ostatnie kilka dni siedzimy w necie i co trochę dziwimy się coraz więcej. Dowiedzieliśmy się przez przypadek o istnieniu strony na FB endurancepl a tam kilka ciekawych wpisów. Okazało się, że termin konferencji został ustalony, ale na oficjalnych stronach go nie ma, że komisja rajdowa miała już dwóch swoich członków ale teraz ma już tylko jednego, a wszystko to tak jakoś za plecami.  Propozycja nowego regulaminu, (którego nikt nie konsultował z osobami zainteresowanymi), też jest jakaś dziwna. Ja sama się w tym wszystkim pogubiłam. Czy nie można czegoś uprościć tylko wszystko trzeba komplikować??  Rozmawiałam z kilkoma zawodnikami, każdy jest przerażony tym co się dzieje ale nikt nie ma pojęcia jak się za to zabrać.

A jak wygląda świat z poziomu zwykłego zawodnika??

A no tak. Trenujemy konie, ale nie wiemy do czego. Jeden koń ma iść na MPS, ale nie wiemy, czy to będzie 120, 140 czy 160 km. Drobna różnica. Ale chciałabym to wiedzieć już teraz.( A najlepiej tak ze dwa miesiące temu). Drugi miał zacząć od klasy N, (skrócona ścieżka) ale ponoć przez zmiany przepisów FEI tak się nie da i musi iść dwa razy P i dwa N. Kurde, znowu pociągnie dodatkowo po kieszeni za start.  Ale też chciałabym wiedzieć to tak na 100%. Trzeci koń idzie dalej na zagrywki, tylko… no właśnie, nie znam w miarę dokładnego kalendarza. Nie wiem jak rozplanować treningi, na kiedy koń ma być w formie. Na kwiecień czy maj. Żeby rozsądnie rozstawić  trzy konie przydałyby się terminy zawodów. No i bardzo prozaiczna sprawa. Do 15 lutego powinnam podać szefowi w pracy daty zawodów, żeby uwzględnił to w grafiku. Ponieważ pracuje też w soboty i niedziele to nie jest to takie proste. Podałam na oko. Niech teraz się okaże , że zawody są w innych terminach to dupa.

No i jeszcze wiszą nad głową zbliżające się opłaty  w PZJ. Jak sobie wyliczyłam to za wszystko około 1500 zł. 🙁  Znowu muszę zakląć, kurde, ale to moja cała pensja. Ale za to jest to jedyna rzecz, którą WIEM – 1500!!!!

Zaczęłam się już zastanawiać, czy nie podczepić się do jakiegoś klubu (opłaty są mniejsze), ale jak pomyślę o tej walce podjazdowej to aż się tej myśli boję.

Dlaczego nie pojawi się jakiś SPONSOR, który by te opłaty uregulował. Mógłby sobie za to pojeździć konno 🙂 🙂 🙂

No cóż, trzeba ten wózek pchać dalej. Śnieg się topi, wkrótce będzie można wyjechać w teren i wtedy to już naprawdę nie będzie czasu, aby siedzieć przed komputerem i szukać potrzebnych informacji po różnych stronach, więc mam nadzieje, że wkrótce coś się wyjaśni i  będę wiedziała więcej niż teraz.

Klaudia

Bahraina odmóżdżyło!!!

Wczoraj Bahrain powyrzucał konie z korytarza-myślał zapewne, że skończy się jak zwykle, Klaudynka zamknie go w stajni i będzie trenować dwa pozostałe.Tymczasem stało się odwrotnie, zaprowadziła Maję i Arkana, a jego wzięła w „obroty”. Chodził ponoć jak złoto. Później jeszcze wziąłem go na dwu godzinny teren. Należało mu się, Mai  wprawdzie nie dopadł,ale Arkana skopał i przewrócił.

A tydzień temu zrzucił w terenie Anię.To nasza najzdolniejsza adeptka, fakt, że dawno już nie jeździła, co nie zmienia faktu, że w terenie spadła pierwszy raz. No , ale gdy Bahrain zaczyna wymachiwać swoją potężną (jak na tak małego konia)szyją, to trudno się utrzymać w siodle.

Mam wrażenie, że on nie lubi, kiedy jeżdżę na innym koniu. Ostatnio to samo próbował zrobić z Niki, ale mu się nie udało. Pode mną jest grzeczny jak aniołek. Dzisiaj zrobiliśmy dystans półmaratonu, zahaczając o Błędów w godzinach porannej mszy-musiałem bardzo uważać  przeciskając się przez potrójny rząd samochodów pod kościołem, bo bał się…asfaltu!! Takiego cudu nie widział już od jesieni, coś czarnego pod nogami! Okropieństwo! 😉

Krzysztof

I klasa Klaudynki

Wczoraj PZJ ogłosił nadania klas sportowych za 2012,więc opijaliśmy wieczorkiem I-klasę Klaudynki z sąsiadami naszymi, przy okazji  ubijając interes „siano-przewozowy”. Dzisiaj wyjechaliśmy zaś samotrzeć:Klaudynka, Niki i ja na mały terenik-19 km po nie nazbyt dobrych nawierzchniach i nieciekawej pogodzie, ale co tam, jakoś daliśmy radę.