Odznaki!!

Niniejszym oświadczam, że w dniu wczorajszym tj. 28,05,2015r w Starych Żukowicach dwie osoby z naszej ekipy zaliczyły egzamin na rajdowe odznaki jeździeckie.

Martyna Kamińska – srebrną

100_3987

 

Krzysztof Wojtecki – złotą

Krzysztof

 

Serdecznie gratulujemy!!!

Klaudia

Majówka

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tegoroczna majówka upłynie na sportowo. Już wcześniej Martyna zaproponowała, żebyśmy trochę razem pobiegali przed błędowskimi biegami. Nie planowałem wcześniej startu, ale skoro już … Wprawdzie ze wspólnego biegania tym razem nic nie wyszło, ale udało mi się zmobilizować, żeby chociaż piąteczkę pobiegać po pracy, a przed jazdą konną.

100_4071

Oczywiście treningi koni idą pełną parą. Wróciła po długiej przerwie Ania, jeździ też młodziutka ale systematyczna Marta. Tak się złożyło, że zarówno Kasia i Tomek, jak i Klaudynka mieli plany wyjazdowe. Kasia i Tomek wybierali się do przyjaciół do Wrocławia, a Klaudynka do Boskiej Woli niańczyć achałtekinki pod nieobecność Jacka. Tak więc większość sportowej roboty spadła na nas a ściślej – Martynę . Zaczęliśmy w czwartkowe popołudnie – pojechaliśmy sprawdzić popegeerowskie pola w Dańkowie, ich przydatność do treningów szybkościowych. Leżą siedem kilometrów od nas, ale dojazd pogorszył się z powodu wyasfaltowania kolejnych odcinków dróg, no i same śródpolne drogi to zaledwie trzy kilometry dobrych nawierzchni. Zrobiliśmy coś ponad 25 km dobrym tempem. W piątek zaplanowaliśmy dwie sesje treningowe – pierwsza z elementami rajdu, a potem Martyna pierwszy teren na Bossanie

100_4067

w asyście Kasi na Mai

100_4070

i mojej biegowej.

100_4072

Wieczorem natomiast zapowiedziały się Ania

100_4085

i Ola

100_4080.

Dlatego Martyna postanowiła nie wracać do domu i nocować u nas.
Rano pogoda nie najciekawsza – przelotnie popaduje. Nic to, siodłamy konie, Klaudynka nalewa wodę na serwisy i ruszamy. Istotne jest oswojenie, zwłaszcza Benka, z polewaniem i pojeniem na trasie oraz z rzucanymi zazwyczaj przez jeźdźców pustymi butelkami. Chcemy też sprawdzić tętno koni. Przy okazji Klaudynka robi filmiki. Fajnie wygląda taka trójka galopujących siwków.Robimy 29 km. O dziwo Demon i Benek dość szybko schodzą z tętna. W dobrym nastroju możemy chwilę odpocząć. Po końskim lunczyku przychodzi kolej na Bossana. Martyna i Bosse szybko się dogadują i zaplanowana dyszka mija jak z płatka. Obie amazonki są zadowolone a ja wreszcie mogę się najeść. Przed wieczorem przychodzą Ania i Ola i Martyna zabiera je na spacer.

100_4078

Tomek w tym czasie spaceruje po 5 kilometrów z achałtekińskimi młodziakami. Ogólnie konie tego dnia robią 110 kilometrów. Martyna znów nocuje, ale tej nocy nie dane nam będzie się wyspać. Około trzeciej nad ranem, sąsiedzi postanawiają wypróbować swoją nową zabawkę – urządzenie do zamgławiania terenu. Ma to służyć ochronie sadów przed wiosennymi przymrozkami. Ustrojstwo hałasuje potężnie budząc wszystkie psy na wsi. Wstaję i wyglądam na drogę, nic nie widać – mgła się udała wyśmienicie. Tomek też już na nogach. Po karmieniu koni wracam jeszcze do łóżka, ale ze spania nici .
Rano trudno się nam pozbierać, chociaż pogoda tym razem dobra. Tomek skarży się na złe samopoczucie, ale ruszamy.

100_4087

Klaudynka czeka na gajówce z aparatem. Przed serwisem Tomek zgłasza chęć powrotu, a że Benek też kiepsko idzie, to Martyna z Tomkiem zamieniają się wierzchowcami. Benek pod Tomkiem wraca do domu, a my ruszamy dalej.

100_4095

Po następnym odcinku drogi stwierdzamy jednak, że pozostałe konie też nie kwapią się do jazdy, więc po dojechaniu do następnego punktu serwisowego postanawiamy skrócić trening i też wracamy do stajni. Nie ma co przeciążać koni, przecież jest jeszcze niedziela. Po południu Kasia i Tomek wyruszają do Wrocławia, a Klaudynka do Boskiej Woli i zostajemy z Martyną sami, tzn. z uczennicami. Biegam z Olą a później przychodzi Ania na Kubusia. Najpierw dosiada go Martyna, trochę dla rozgrzewki, trochę dla zabawy.

100_3827

Wykonuję prymitywną przeszkodę i Martyna oddaje kilka skoków. Trudno to wprawdzie nazwać skokami – Kubuś robi to na dwa takty, najpierw przód, potem tył. Ania męczy się z nim jeszcze pół godziny a potem jadą na „gadany” spacer na oklep na Benku i Demonie. Martyna nawet pozwala sobie na skoki na oklep. Trochę szalony pomysł, gdyż następnego dnia ma biegać. Wieczorem odwożę ją do domu i umawiamy się na rano do Błędowa. Do dyspozycji mamy tylko autko Tomasza, pieszczotliwie zwane Pierdulitkiem  z racji gabarytów i dość głośnego brzmienia silnika.

100_4156

Muszę opanować prowadzenie pojazdu, bo Pierdulitko ma automatyczną skrzynię biegów, a z taką nigdy nie jeździłem. W dodatku rozwija prędkość max. 53 km/h i naturalnym odruchem ręka leci zmieniać bieg na wyższy. W nocy, a właściwie nad ranem ma się odbyć walka stulecia Manny Pacquiao VS Floyd Meaweather Jr i chcę ją obejrzeć w TV u Kasi, skoro już jest telewizor. Ale tu zonk – nie potrafię go uruchomić . Jak wróci Kasia, zapytam dlaczego? Może i dobrze, bo mój faworyt Pack-Man przegrywa. Pół do dziewiątej jadę po Martynę, ale i tak wracamy do domu, bo okazało się, że psy wywlokły jej buty biegowe i chce biec w trampkach, a ja w domu widziałem jakieś fajne biegówki pasujące na nią jak ulał.
Przyjeżdżamy na miejsce, a tam jeszcze wszystko w proszku. Czekamy prawię godzinę na zapisy. Na szczęście w Pierdulitku jest dużo miejsca i siedzenia się rozkładają. Można się więc zdrzemnąć. Wreszcie coś się zaczyna dziać. Dokonujemy zapisów – na rywalizację z Martyną zdecydowało się tylko siedem dziewczyn, jest zdecydowaną faworytką. Oglądamy starty młodszych dzieciaków, aż nadchodzi pora Martyny. Dziewczyny ustawiają się na linii startu

100_4116

, Martyna obok najgroźniejszej rywalki. Ruszają. Martyna spokojnie kontroluje sytuacje biegnąc z tyłu.

100_4118

Trasa tego dystansu prowadzi z nowego boiska przez Targowicę na stare boisko, gdzie zawodniczki robią dwa okrążenia po bieżni – razem to 1 kilometr. Martyna niczym Paweł Czapiewski, wypuszcza rywalki daleko przodem, tylko po to, by w drugiej części dystansu spokojnie przyspieszyć i niezagrożenie, bez przepychanek

100_4122

zwyciężyć!!
Niedługo moja kolej – my startujemy spod Urzędu Gminy. Przyda się jeszcze spacer przed biegiem jako rozgrzewka. Po drodze pogaduszki z chłopakami. Nie wiem kto jest faworytem, widziałem kogoś w stroju bodajże „Biegamy Radom”, a może wysoki chłopak studiujący w Łodzi? Z całą pewnością nie zastosuje taktyki Martyny. Ruszamy w asyście policji i strażaków ulicami Błędowa. Znam je doskonale, wiem, że będzie długi podbieg na Nowym Świecie, a potem prawie do mety z górki. Kontroluję sytuację biegnąc na 4-5 pozycji. Na nowym Świecie przesuwam się na 2-3 miejsce. Prowadzi student, który na podbiegu przyśpiesza, albo jest bardzo mocny, albo… Nie wie, że biegając z końmi często zaliczam górki. Gdy skręcamy na Dolną, student ma już pozamiatane, choć i tak ostatecznie plasuje się na trzeciej pozycji. Biegniemy na czele ze znajomo wyglądającym chłopakiem. Razem wpadamy na boisko, jednak na wirażu przegrywam finisz – młodość górą. Mój „pogromca” okazał się prawie sąsiadem. Co dziwniejsze, Sylwek, Martyna i ja mieszkamy na jednej osi i dzieli nas zaledwie 3 kilometry – czy to jakiś czakram ziemi?!. Zaliczamy jeszcze dekorację

100_4142

i wracamy, wszak jeszcze treningi koni.
Skoro startowałem na marne 3 km, to jeszcze mogę pobiec z Martynką na Bossanie?! No i robimy to! A później jeszcze Ania i Marta. Martyna zabiera je na „spacer” a ja z przerażeniem obserwuje na ekranie ich przejazd ze średnią prawie 14 km/h co na naszych ścieżkach jest naprawdę przyzwoitą prędkością.
I tak kończymy pracowity weekend przejechawszy ponad 200 km konno, a przebiegnąwszy… sam nie wiem ile .

Święto 1-Majowe

1 Maja uczciliśmy solidną pracą końsko-ludzką. Wszystkie konie uczciwie zapracowały na swoją kolacyjną porcję. A ludzie na pyszny kubek herbatki z prądem, oziębiło się bowiem dość mocno.