160 km w Kurtuvenai

Kurtuvenai 18-20 września 2015

W miniony weekend nasza wilkowska ekipa wzięła udział w bardzo ważnych dla nas zawodach.

100_4807

Było to pierwsze podejście do „mistrzowskiego” dystansu 160km. Zarówno nasza Maja jak i Krzysztof nigdy jeszcze nie próbowali jazdy na tak długim dystansie.
Po dwóch udanych tegorocznych startach klaczy na dystansie 120 km uznaliśmy, że klacz gotowa jest na podejście do 160 km. Cała ekipa była zwarta i gotowa. Przygotowania do wyjazdu trwały dość długo. W końcu udało się nam dopiąć wszystko na ostatni guzik i pojechaliśmy.
Już po przekroczeniu granicy okazało się, że wcale tak nie było. Po paru minutach od wjazdu na Litwę zaczęły padać nam telefony. W jednych wystarczyło tylko zmienić ustawienia, aby zaczęły działać w roamingu, natomiast mój operator Plus uznał chyba, że nie potrzebuje telefonu na tych zawodach i skutecznie „uniemożliwił” mi korzystanie z aparatu. Nie byłam w stanie nic zrobić. Zasięg odzyskał dopiero po powrocie do Polski. Tak, że brak tego telefonu dość skutecznie utrudnił nam kontaktowanie się pomiędzy sobą.
Podróż trwała dość długo ale w końcu dotarliśmy na miejsce. Było już ciemno i nie było widać uroku tej małej miejscowości. Dopiero na drugi dzień rano zobaczyliśmy, jak tam jest ładnie.

JpegJpeg
Konia wstawiliśmy do boksu a my udaliśmy się na pobliski kamping, aby rozstawić namioty. Na szczęście miejsce było bardzo dobrze oświetlone i udało się nam to zrobić dość szybko.

Jpeg
W piątek wszyscy odpoczywaliśmy po podróży i szykowaliśmy się do startu. Okazało się, że do Kurtuvenai przyjechała dość spora polska ekipa, więc było z kim się spotkać i porozmawiać.  Korzystając z wolnej chwili Kasia Z Tomkiem zwiedzali okolice.

JpegJpegJpeg

Maja czuła się doskonale i na przeglądzie pokazała się w świetnym stylu. Konie startujące stały w takich niedużych boksach na zewnątrz. Cieszyłam się z tego, ponieważ nasze konie są odporne na warunki atmosferyczne i cały czas stoją na dworze. Wieczorem jednak okazało się, że musimy przestawić konia do wewnętrznej stajni. Nie podobało się to ani nam, ani klaczy. W stajni było ciemno, dziwnie pachniało i w ogóle było jakoś tak…nie tak. Ale nie było wyjścia. Konie z konkursu 3* miały stać tam.
Następny dzień – dzień startu. W naszym konkursie startuje 6 koni. Zawodnicy z latarkami na kaskach gotowi, no i poszły!!!
Ustaliliśmy, że na serwisy będą jeździli Kasia i Tomek, a ja z Martyną zostajemy na bramce. Po pierwszej, najdłuższej pętli wszystko ok. Jadą razem. Na bramkę koń wchodzi szybciutko. Jadą na następną pętlę 30km

Jpeg

. Potem znowu 30km. Na bramkach parametry są ciut słabsze niż zwykle.

Jpeg

Martwimy się tym, że Maja nie chce zrobić siku, co u niej jest sprawą niezwykłą. Nie chce też nic jeść. Na szczęście pije. Słabsza kondycja konia sprawia, że Krzyś postanawia, że na następnej pętli będzie biegł z koniem. Może sytuacje się poprawi. Wreszcie na polu serwisowym Maja robi siku. Uff. Może się uda. Pojadła też troszkę paszy. Siodłamy i Krzysiu biegnie.
Na następnej bramce parametry są troszkę lepsze i jedziemy dalej. Przed nami pętla 26 km. Krzyś znowu wybiega z klaczą na trasę. Tempo nam spada i już wiemy, że nie zrobimy kwalifikacji. Następną bramkę też przechodzimy pozytywnie. Przed nami jeszcze dwie krótkie pętle 18 i 16 km. Zaczynamy mieć nadzieje, że może się uda ukończyć ten rajd. Po 18 km zostaje puszczona na ostatnią pętlę. Krzyś znowu biegnie zaopatrzony w latarkę bo zrobiło się już ciemno.
Dociera na metę około godziny 22, a koń wygląda całkiem nieźle. Przechodzi badanie i zalicza dystans. Podczas ostatniego badania weterynaryjnego słyszę opinię, że klacz o dziwo nie wygląda na zmęczoną .
Okazało się, że sklasyfikowani zostaliśmy na drugim miejscu. Cztery konie zostały wyeliminowane.

100_4804

Cieszymy się z miejsca ale mamy niedosyt z braku minimalnego tempa 14 km/h, które miało być główną kwalifikacją na Mistrzostwa |Świata. Po dogłębnej analizie doszliśmy do wniosku, że słabsza forma konia mogła wynikać z paru przyczyn. Klacz po przestawieniu do innego boksu na trociny musiała coś zjeść, co jej zaszkodziło. Może inne siano? Może woda, która była nie najlepsza? Może trociny zmieszały się z sianem? Może coś było w ściółce? Albo stres? Przecież jak weszła do tego drugiego boksu nie mogłam jej uspokoić. Biegała w kółko, rżała i widać było, że jest strasznie podekscytowana i niezadowolona z nowego miejsca. Trwało to ponad pół godziny zanim się uspokoiła.. No cóż. Nauczka dla nas na przyszłość. Swoja woda, swoje siano no i nie pozwolę przestawiać konia w inne miejsce przed startem.
Mamy świetnego, dzielnego konia. Twarda baba!!!!
W niedzielę rano Maja czuła się świetnie i w pięknym stylu pokazała się na dekoracji.

100_4802

Jpeg
Jpeg

Bardzo chciałam podziękować naszym klubowiczom, którzy bardzo nam pomogli w tym tak trudnym przedsięwzięciu . Beacie, Tomkowi, Kasi i pozostałym członkom naszej ekipy.
Nasi serwisanci Kasia i Tomek świetnie podołali temu trudnemu zadaniu wykręcając na serwisach ponad 300 km!!!

Trasy serwisowe

Pozostaje nam poprawić błędy i zaplanować następny start na 160 km na przyszły rok .

Ale to już było

Piknik rodzinny w Stajni Rajdowej Wilków

12,09,2015 r na terenie naszej stajni

szyld

zorganizowaliśmy spotkanie piknikowe z nutką zmagań sportowych. Przy współpracy naszych przyjaciół, m.in. Zdzisława Kozłowskiego – Honorowego Prezesa Klubu Motocyklowego GROM Biała Podlaska i Tomasza Zieniewicza – instruktora do spraw szkoleń militarnych ,

_H2Y9906 kopia

przeprowadziliśmy ciekawe konkurencje, prezentacje, zgaduj-zgadule oraz pokazy walki wręcz.

Zabawa - kareta
Zabawa – kareta
Przeciąganie liny
Przeciąganie liny

_H2Y9862 kopia

Rzucanie podkowami
Rzucanie podkowami

_H2Y9933 kopia_H2Y9935 kopia

Wyścig na nartach
Wyścig na nartach

_H2Y9871 kopia

Odbyło się również szkolenie z udzielania pierwszej pomocy.
Wszyscy dobrze się bawili bez względu na wiek i zainteresowanie.

Zabawa - alkogogle
Zabawa – alkogogle

_H2Y9902 kopia_H2Y9909 kopia

Nasza Kasia :)
Nasza Kasia :)
Tomasz Zieniewicz- pokaz samoobrony
Tomasz Zieniewicz- pokaz samoobrony

Nie obyło się bez udziału naszych koni:

_H2Y9898 kopia
Kubuś
_H2Y9954 kopia
Ostovar

_H2Y9888 kopia

Maja
Maja
Loreena
Loreena

 

 

Odpowiedniego klimatu dodawało ognisko i dobre jedzonko.

_H2Y9858 kopia_H2Y9939 kopia_H2Y9994 kopia

Super zdjęcia pstrykał nasz Przyjaciel Krzysztof Dudek

_H2Y9887 kopia (2)

 

 

Powrót do Koczka

Już od paru lat miałam ogromną ochotę pojechać na zawody rajdowe na Mazury do Koczka. Do tego jakże sympatycznego miejsca i przemiłych gospodarzy pozostał mi olbrzymi sentyment sprzed lat. Jest to po części związane z bardzo udanym startem na moim siwym rumaku Barbakanie który odbył się w 2001r. Były to zawody na dystansie 2×80 km, które wygraliśmy w pięknym stylu zdobywając również Best Condition.

koczek3koczek4koczek12

koczek1

Był to ostatni mój start w tamtym okresie czasu. Ale zawsze mile go wspominałam i chciałam ponownie tam pojechać.
I wreszcie nadarzyła się okazja. Postanowiliśmy tam pojechać z dwoma naszymi końmi, Bernardo i Loreen. Na Bernardo miała wystartować Kasia, a na klaczy Loreen Martyna.

Przed startem

Klacz ta niedawno dołączyła do naszej rajdowej gromadki i byliśmy jej bardzo ciekawi. Troszkę obawiałam się dystansu, który miał mieć w klasie P 56 km. Jak na tak krótki, bo raptem trzytygodniowy trening, było to dość dużo.

100_4727

Ale postanowiliśmy spróbować. Bernardo miał jej towarzyszyć i jednocześnie zaliczyć swoją drugą P-tkę.

100_4750
Jeszcze w domu przed przyjazdem Loreen dostała rujki i zakochała się w Bernardo (zwanym pieszczotliwie Benusiem) oczywiście z wzajemnością. Oba konie nie chciały oddalić się od siebie nawet na parę metrów. Jak się okazało, było to dość dużym utrudnieniem podczas rozgrywania konkursu. Na trasie klacz nie chciała wyprzedzić Benka nawet o krok, a na bramce weterynaryjnej Benek nie chciał biec na ścieżce, no bo nie zostawi przecież swojej miłości .

100_4748
Ale mimo tych drobnych niedogodności po pierwszej bramce wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni z koni.

100_4749

Ale już podczas drugiej pętli humory nam się ciut „zważyły”. Okazało się, że dziewczyny zabłądziły!!!!. Jadąc drugi raz tą samą pętlę!!!!!
Była to jedna z dłuższych pętli rajdowych w moim życiu . Kiedy po dłuższym czasie okazało się, że są już na prawidłowej trasie kamień spadł nam z serca. Do końca jednak baliśmy się, czy zmieszczą się w limicie czasu. Na całe szczęście zmieściły się i zaliczyły dystans. ( Benuś wprawdzie dostał ruch B, ale przyczyną tego okazała się podkowa, która odgięła się w jednej drugiej swojej długości. Po zawodach Pan Józef Antczak zaradził temu prostując i przybijając ją ponownie).
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, a chwilowe złości przerodziły się w szerokie uśmiechy. Trochę było nam szkoda, bo mieliśmy szanse na „pudło”, no ale przecież pomylenie trasy zdarza się nawet wytrawnym rajdowcom.
Możemy być dumni ze swoich koni. Przejechały ponad 60 km w dobrej formie. Zakochany Bernardo z krzywą podkową no i Loreena po tak krótkim treningu.