NASZE KONIE PO SEZONIE

 

Sezon 2016 już za nami. Minął nam błyskawicznie, jako że wystartowało z naszej stajni łącznie siedem koni pod trójką jeźdźców, więc mieliśmy wszyscy ręce pełne roboty.

Efektownie rok rozpoczęła Maja startem w Dubaju w 3* Maktoum Cup, który z powodzeniem ukończyła zdobywając kwalifikacje do konkursów mistrzowskich.

Jpeg
Jpeg

Pozostałe konie rozpoczęły sezon z nastaniem wiosny. Naszym priorytetem był udział w Pucharze Polski i dlatego skupiliśmy się na startach w zawodach zaliczających się do pucharu. I wyglądało to tak:

7,05 – Bossan i Bavaria w Małej Rusi ukończyły pomyślnie swoją pierwszą P-tkę zajmując 4 i 2 miejsce

dscn1213

5,06 – Bernardo i Bavaria pojechały do Starych Żukowic, gdzie Bavaria zajęła 4 miejsce w klasie P, natomiast Bernardo podjął niestety nieudaną próbę pokonania 80-ciu kilometrom w klasie N.

20160605_073325img_20160605_080233

26,06 – Cesra i Bossan wystartowały w klasie P w Gieniuszach zajmując odpowiednio 1 i 2 miejsce.

img_20160625_071412_3cs-420160625_144518

30,07 – W Nowej Rudzie spróbowały swoich sił na górskiej trasie Cesra i Bavaria. Udało im się ukończyć te zawody na 3 i 4 miejscu.

dscn1694

19,08 – W Szarłacie Martyna na koniu Bella Di Amore (własności nasze klubowej koleżanki Izy) zajęła w klasie P 5 miejsce.

dscn2108

3,09 – Do Dobrodzienia pojechała cała trójka naszych zawodników i tak: Martyna na Bella Di Amore zajęła 2 miejsce w klasie P, debiutujący Jagodnik pod Krzysztofem był 9, a drugi debiutant Pacco pod Katarzyną ukończył konkurs na 14 miejscu.

malichowdsc04001

30,09 – Martyna ponownie wystartowała na Bella Di Amore wygrywając klasę N, natomiast Jagodnik pod Krzysztofem po bardzo dobrym występie uplasował się w konkursie na miejscu 15,

14569713_1176548845734458_1099652177_n

Podsumowując:

Założenia zostały wykonane w stu procentach – PUCHAR JEST NASZ !!! Udało się to Martynie, która zdobyła 540 punktów i z bardzo dużą przewagą nad pozostałymi rywalami wygrała rywalizację i w następny sezon wjedzie na nowym rajdowym siodle, będącym główną nagrodą w Pucharze Polski.

siodlo

A najważniejsze jest to, że cztery z naszych koni uzyskały kwalifikacje do wyższych konkursów.

Sezon 2016 uważamy za bardzo udany dla naszej stajni i mamy nadzieje, że to nie ostatni taki dobry rok.

 

 

 

Nowa Ruda

     Nasz pierwszy ośmiotysięcznik.

Udział naszych dziewczyn w Pucharze Polski sprawił że pomimo sporej odległości, ponad 400 km postanowiliśmy startować w Kotlinie Kłodzkiej, konkretnie w  Przygórzu w gminie Nowa Ruda.  Niejakim problemem był dobór koni-Cesry i Bavarki, dwie kobyły w jednej przyczepie i to takie, które normalnie muszą być oddzielane na padokach podwójnym ogrodzeniem od sąsiadów, to nie lada wyzwanie. No ale jakoś udało się je zapakować i to bez rozlewu krwi i połamanych kości.  W piątkowy ranek ruszyliśmy na górską wyprawę. Oczywiście nie obyło się bez incydentów w przyczepie, bo o ile Cesra wykazała się stoickim spokojem, to Bavaria pokwiczała i powierzgała,  szczęściem robiąc krzywdę tylko sobie samej, no i może też przegrodzie. Trasa autostradami mijała szybko, dopiero gdy GPS w końcowym etapie poprowadził nas górami Sowimi, mieliśmy przedsmak tego co nas czekaDSCN1629. Wczesnym popołudniem wylądowaliśmy na miejscu ,czyli w starym młynie przekształconym w gospodarstwo agroturystyczne państwa StokłosówDSCN1849. Szybko rozlokowaliśmy konie i siebie, rzucam pomysł wyskoczenia po piwo na czeską stronę. Mamy do granicy około 20 km więc zamysł nie jest niedorzecznościąDSCN1641.  Jedziemy całą szóstką i robimy zapasy w przygranicznym Broumovie. Tymczasem dociera coraz więcej załóg i trwają przygotowania zaplecza zawodówDSCN1644. Odprawa przewidziana jest dopiero o 20-ej. Postanawiam zapoznać się biegowo z trasą, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić wjazd na górę, gdzie jest serwis i nawrót. Trasa zaczyna się na polu sąsiada, gdzie jeszcze rośnie zboże i pracuje kombajnDSCN1621, tzn. wykasza szlak dla koni-resztę ma skosić po zawodach, żeby nie płoszyć zwierzaków. Dalej kawałek lasem, kawałek asfaltem i zaczyna się szutrówka,  o której już się nasłuchałem. Nie jest tragiczna, kamyki są okrągłe, nie tak jak u nas-ostre, tylko co jakiś czas drogę przecinają drewniane „rynny” których nasze konie mogą się bać. Do szczytu jest 8 km, osiem tysięcy metrów!! Biegnę  tempem ponad 6 minut na kilometr i już na czwartym zaczynam sapać jak lokomotywa, muszę przejść do stępa, eee… to jest do marszu, tempo przekracza 7min/km. Na szczęście droga dalej się wypłaszcza i przyśpieszam do 5-u z groszami. Skąd ta wiedza? Oczywiście biegnę  z  endomondo. Dobiegam do punktu serwisowego, przegapiam go wprawdzie bo jest jeszcze nie oznakowany, ale szybko wracam na właściwy szlak i zaczyna się zbieg. No, tu konie będą miały gorzej ode mnie, biegnę kamienistą drogą chwilami mokrą od spływających z gór mini strumyczków. Biegnę tak sobie prościutko na dół i tak po 10 kilometrze orientuję się, że skończyły mi się oznakowania. Robi się powoli ciemno i nie chce mi się wracać do góry na właściwą trasę. Ryzykuję, że trafię w porę do cywilizacji. Rzeczywiście, docieram do wsi i jest  to chyba Przygórze. Wszystko wydaje się być już widziane, ale i tak nie mogę odnaleźć drogi do młynaDSCN1837. Miotam się trochę, próbuję włączyć Yanosika, ale kiepsko działa-dopiero po numerach domów orientuje się i wracam w „zasięg”. Myślałem, że odprawa dawno się skończyła, a tymczasem trwa w najlepsze. Czyżby i do rajdów dotarła „dobra zmiana”? Jest już po 22-ej, więc wyciągam Martynę i karmimy konie. Kiedy wreszcie odprawa kończy się idziemy na grilla, na kolację i piwerko, a potem spać. Klaudynka zaszywa się z materacem w kąciku, nasze zawodniczki mają przydzielone łóżka, a ja ostatecznie moszczę się w „szufladzie” łóżka Martyny.  O dziwo wysypiam się doskonale i wstaję do karmienia przed budzikiem. Kiedy reszta towarzystwa ogarnia się, szykujemy konie na przegląd. Przechodzą go obie pozytywnie, choć Cesra nie chce dać zbadać oka, odkąd sobie zaprószyła i jej zakraplaliśmyDSCN1645. Zbliża się czas startu. Ze względu na strumyki plan jest taki, że dziewczyny pojadą  razem z Leszkiem, organizatorem i ŻanetąDSCN1661 jadącą na jego koniu, którzy mają jechać „na przejechanie” . Leszek z resztą chyba debiutuje w rajdach. Startują w pierwszej grupie a potem kolejne trzy konie. Klaudynka zostaje na polu serwisowym a my, czyli Tomek, Marta i ja jedziemy na serwis,DSCN1676 bo wprawdzie tam ma być woda i obsługa, ale zwłaszcza Cesra może nie pozwolić zbliżyć się komuś obcemu. Przewidujemy, że dziewczyny powinny być na serwisie koło 40 minut od startu, a tymczasem  chwilę po naszym przyjeździe przygalopują Leszek i Żaneta.DSCN1677 Podobno nasza gniada (czyli Bavarka) nie chce iść i się rozłączyli. Jest 32-ga minuta od startu. Czekamy i jest cała grupa. Dobrze, że przyjechaliśmy bo na serwisie jest jeden człowiek, który ma w dodatku spisywać numery, a tu przyjeżdża pięć koni na raz.DSCN1681 Serwisujemy nasze konie , pomagamy innym co się da,DSCN1687 konie zjeżdżają w dół, a my wracamy na start. Tu znów pomagamy polewać , a Klaudynka mierzy tętno. Nasze dziewczyny przyjeżdżają na końcu, DSCN1693ale konie pięknie schodzą z tętna i znów stawka jest razem. Tzn. 2 konie Svawka są z przodu,DSCN1690 ale nasze wyprzedzają pozostałe i wyjadą wcześniej. Znów jedziemy na serwis, teraz jest już spokojniej, a i czas trochę lepszy. Są szanse, że ukończą . Wracamy na bramkę i czekamy. Pierwsze są konie Svawka i szybko wchodzą na bramkę.  Po pierwszej pętli miały identyczną z naszymi  ilość punktów, więc będą pierwsze. Kilka minut później zjawiają się i nasze, o dziwo, przekraczają bród bez zsiadania, co Marta uwiecznia na filmie. Kasia wchodzi na  bramkę na pewniaka bez mierzenia tętna, Cesrze Klaudynka sprawdza praktycznie w marszu. Przechodzą badanie pozytywnie i rajd mamy zaliczony. I to na ośmiotysięcznik-co z tego, że wzdłuż, a nie wzwyż? DSCN1838 Dumny jestem z naszych nizinnych koni, które na tle koni trenujących w takich warunkach na co dzień wypadły całkiem przyzwoicie. O trudności trasy niech świadczy fakt, że rajdu nie ukończyła cała klasa N, w której startowały ekipy zagraniczne-Słowacy od mojego serdecznego kolegi Ferasa,DSCN1744 z którym nie jedną flaszkę whiskacza wychyliliśmy w Dubaju, Sarka z Czech, która doznała kontuzji nogi. Nie życzymy nikomu źle, więc głupio zabrzmi, że dzięki temu przyśpieszona została godzina dekoracji. Wprawdzie sędzia zawodów zarządza dekoracje na galowo na koniach, ale mało ekip się do tego stosuje.DSCN1735 My nawet nie mamy strojów galowych. W przypadku rajdów nie uważam, żeby to była słuszna sprawa zwłaszcza w konkursach na normę czasu, gdzie rywalizują młode konie niekoniecznie przygotowane ujeżdżeniowo, a w dodatku rzetelnie zmęczone długotrwałym konkursem, w którym nierzadko dają z siebie wszystkiego. Jakoś mi to koliduje z dobrostanem konia, tak podkreślanym w endurance.  Kiedy mamy ceremonie za sobą, pomagamy jeszcze pakować konie, o dziwo nasza metoda okazuje się być skuteczna, wreszcie ładujemy swoje i wysyłamy część załogi do domu. Tzn. Martę zabierają rodzice, a z końmi  wracają Kasia, Tomek i Martyna-my dostajemy dzień urlopu. Porywają nas współorganizatorzy, państwo Sójkowie, DSCN1648u których próbujemy przy grillu wskrzesić atmosferę dawnych rajdów. Czy nam się udaje? Tego nie wiem, zostaję pokonany przez stado żubrów z Łomży. Nim się to jednak staje, gospodyni pokazuje nam swoje quoterki  i  popis ich grzeczności, ba nawet proponuje przejażdżkę, z której wole nie skorzystać ze strachu przed tymi dzikimi bestiami. 😀 A w niedzielny poranek wyruszamy bladym świtem na turystykę kotliny Kłodzkiej. Wszystkich polecanych miejsc nie zaliczymy, więc stawiamy na plenery. Góry Sowie odpuszczamy, bo poznaliśmy na rajdzie (przewożę tylko Klaudynkę osławioną szutrówką)DSCN1782 i jedziemy w Góry Stołowe do Błędnych Skał. Podjazd robi wrażenie nie tylko na nas obojgu (byliśmy tu w czasach szkolnych) ale i na naszej dzielnej Agilce. Trasa Stu Zakrętów, jeszcze na kacu, to prawdziwy majstersztyk. Błędne Skały są zwłaszcza świetnym plenerem do robienia zdjęć, które sobie wzajemnie pstrykamy.DSCN1806 Trasę wyznaczają kładki i płotki, gdyby ich nie było, rzeczywiście można by tu nieźle błądzić. Potem powrót linią granicyDSCN1822 na parking i jedziemy na Szczeliniec. Wdrapujemy się na górę, widoki super,DSCN1828 ale pogoda  zaczyna się załamywać i po małej sprzeczce wracamy „pod prąd” na dół. I całe szczęście, bo zaczyna padać, a już na górze wiał zimny wiatr. Odpuszczamy plenery i decydujemy się na kopalnie węgla w Nowej Rudzie,DSCN1832 bo to i blisko „domu” i deszcz nie przeszkodzi. Wybór jest dobry, całkiem interesujące doświadczenie.DSCN1834  W kopalni  jest klimatyczny bar i postanowiliśmy coś zjeść. Klaudynka wypatruje prawdziwy kompot,DSCN1836 a gdy okazuje się że jest za free do obiadu, to wybór jest prosty-zamawiamy golonkę z frytkami i opychamy się jak bąki ,popijając kompotem. Wracamy do młyna odpocząć, a tym czasem deszcz przestaje padać. Zagajamy, gospodarzy o grzyby i wychodzimy na łowy.DSCN1839 No, wielkość zbioru nie powala-jest niedzielne popołudnie i dawno ktoś nas uprzedził. Z planów spotkania z Beatą nic nie wychodzi, więc wieczorem wyskakujemy jeszcze na lody do sennego miasteczka i spać. A rano, po pożegnaniu ruszamy w powrotną podróż. Wprawdzie odnajdujemy po drodze część  polecanych atrakcji, ale już nam się nie chce zwiedzać. Mamy też okazję podziwiać bogactwo Opolszczyzny, nagromadzenie beli słomy na polach przyprawia o zawrót głowy.DSCN1860 Po drodze odwiedzamy jeszcze dobrą znajomą w Mieście Świętej Wieży i jedziemy z nią do jej urokliwej ,lecz odległej dość stajni.  Jednemu z jej koni towarzyszyliśmy z Mają w debiutanckim starcie. Późnym popołudniem wracamy do domu, do naszej gromadki i ścieżek biegowych, bo warto po tak długiej jeździe rozprostować  kości krótkim joggingiem. Z kronikarskiego  obowiązku muszę dodać że drogę powrotną umilało nam snucie planów na organizacje zawodów u siebie, jeszcze nie w tym roku, ale w przyszłym, kto wie? Każde doświadczenie czegoś uczy- to,  że nie musimy organizować wszystkiego u siebie. My mamy sto, góra dwieście metrów od stajni  dwie nieeksploatowane  łąki (ze dwa ha), w sąsiadującym sadzie  przyłącze wody i prądu, a trasy u nas też niczego sobie, a  zwłaszcza lokalne sady (przez wójta zwane nieskromnie Największym Sadem Europy) mogłyby stanowić ciekawostkę dla wielu jeźdźców, których już dziś zapraszamy! Albo nie ,aby nie zapeszać.

 

No i po Mistrzostwach.

W miniony weekend w progach naszej skromnej stajni zawitało grono biegających przyjaciół z ekipy Maratony Polskie i nie tylko. Po 7-kilometrowej pętli biegali i chodzili starsi i młodsi sympatycy tej formy spędzania wolnego czasu. Głównym celem tej imprezy, jak sama nazwa wskazuje było wyłonienie najlepszego biegacza z Maratonów Polskich. Mistrzowski dystans 42 km p rzebiegli czterej zawodnicy:

Andrzej Grzybała z Łomży DSCN1474,

Drago Boroja z Serbii DSCN1479,

Radosław Ertel DSCN1489

i Krzysztof Wojtecki IMG_20160716_161442

Najszybciej maraton przebiegł Andrzej Grzybała DSCN1587

natomiast Mistrzem Maratonów Polskich został gospodarz imprezy czyli Krzysztof Wojtecki DSCN1594

Dzielnie też się spisały dziewczyny DSCN1573

Po zakończeniu zmagań na trasie i ogłoszeniu wynikówDSCN1551DSCN1550

wszyscy uczestnicy do białego rana bawili się przy naszym wilkowskim ognisku DSCN1609

przy dźwiękach gitary, którą w objęcia chwycił Radek DSCN1611.

Śpiewy wesołej kompanii niosły się po całej wiosce DSCN1605 a nad wszystkim czuwał Spiritus Eventus .DSCN1603

Pozdrawiamy serdecznie wszystkich uczestników Mistrzostw i zapraszamy do ponownych odwiedzin.

Mistrzostwa Teamu Maratony Polskie PL

logo zawodów

Linki do wyników:
wyniki

wyniki 2

 

W dniu 16 lipca nasza stajnia jest  organizatorem Mistrzostw Teamu Maratony Polskie.

 

MISTRZOSTWA TEAMU MARATONYPOLSKIE.PL
1. Termin i miejsce:

16.07.2016r godz.14:00
Wilków Drugi 93 05-620 Błędów
2.Cel:

Wyłonienie mistrzów teamu na rok 2016

3.Organizator:

Stajnia Rajdowa Wilków
Portal maratonypolskie.pl
ZFT

4.Trasa:

Trasa leśna bez atestu. Pętla 7km plus doliczone odcinki maratonu i półmaratonu.

5.Warunki uczestnictwa:

Wszyscy członkowie teamu i zaproszeni goście.

6.Zgłoszenia:

MARATONYPOLSKIE.PL i fb

7.Opłata:

20 zł

8.Kontakt: Zulus

Tel. 605-202-495

Głównym celem jest integracja nadwątlonych przez lata bojów na biegowych ścieżkach więzi łączących teamowiczów i sympatyków portalu maratony polskie.pl, DLATEGO : imprezie przyświecał będzie blask ogniska od piątku, aż do ostatniego gościa (dozwolone pląsy wokół ognia i koedukacyjne poszukiwania kwiatu paproci w pobliskim lesie), wspólne ucztowanie TYM,co kto w czasie biegu upoluje (dzidy i łuki zapewnia organizator,a bardziej wprawionym- knobkerrie i asagaie) przy tymże ognisku (dla tych,którym się nie poszczęści w łowach,czterdzieści drzew wiśni gatunku Ujfehertoi Furtos do obskubania),  Do dyspozycji tylko trzy łazienki i sławojka,więc z tymi wiśniami bez przesady 🙂 ORAZ wspólny nocleg na sianie (dzieci ułożymy w domu). NIE ZAPEWNIAMY: helikoptera do poszukiwania zagubionych na trasie i wielu innych rzeczy 🙂

tańce zulusów

 

Gieniusze czerwiec 2016

I następny start. Tym razem w Gieniuszach pod Sokółką w kj Bik wystartowały Bossan i Cesra.

IMG_20160625_062403 (3)IMG_20160625_071412_4CS (3)

Bossan pod Krzysztofem Wojteckim po raz drugi pokonał dystans w klasie P, zajmując drugie miejsce.

IMG_20160625_062703 (3)Krzysztof i Bossan

Cesra pod Martyną Kamińską udanie zadebiutowała na rajdowych trasach zajmując pierwsze miejsce w klasie P.

Martyna i CesraIMG_20160625_071447 (3)

Dobry początek i miłe zakończenie 🙂

20160625_14451820160625_144832

Specjalne podziękowanie dla Tomka Goździewskiego za pomoc w przygotowaniu Cesry do startu w zawodach.

IMG_20160625_061955 (3)Z Tomkiem

Stare Żukowice czerwiec 2016

W dniach 4-5 czerwca pojechaliśmy na kolejne zawody rajdowe, które odbyły się w Starych Żukowicach pod Tarnowem. Na starcie stanęły dwie nasze pary.

Bavaria pod Katarzyną Kozłowską

IMG_20160605_080243

i Bernardo pod Martyną Kamińską.

DSCN1420

Bavaria zaliczyła dystans 41,2 km w klasie P (4 miejsce) i tym samym zyskała kwalifikacje do klasy N.

Bernardo niestety nie ukończył dystansu 82 km w klasie N z powodu kulawizny.

DSCN1421

Zawody odbyły się w sympatycznej atmosferze, pogoda i humory dopisały.

IMG_20160604_181810IMG_20160604_183856IMG_20160604_183911

W roli serwisantki zadebiutowała nasza przyszła zawodniczka Marta.

20160605_07331420160605_073325

Bossan

Wczorajsza (17.06.2016) przygoda skłoniła mnie do poświęcenia paru zdań temu koniowi. Bosiu to dziwny koń, z pozoru „ciapkowaty”, przytulaśny, ale wystarczy najdrobniejszy impuls i wybucha jak gejzer. Usypiał już czujność nas wszystkich i wszyscy byliśmy przez niego nieźle poturbowani. Pierwsza Klaudynka, już w dniu zakupu, gdy wprowadzała go do naszej stajni. Szedł potulnie jak baranek do momentu, gdy zobaczył znienacka nasze konie- wtedy wypalił w ich kierunku chyba z czterech nóg na raz- Klaudynka była pośrodku, skończyło się trzema tygodniami o kulach.
Potem przyszła moja kolej. Przy zajeżdżaniu okazało się, że ma problemy z dotykaniem uszu, ba, nawet samym zbliżaniem ręki w ich kierunku, tak czy owak, lądowałem z niego już drugiego dnia, a trzeciego tak skutecznie, że pauzowałem od sportu przez 70 dni.
Później powierzyliśmy go pani Kasi, naszej instruktorce( w stanie spoczynku) i specjalistce od naturala. Niestety i ona nie sprostała zadaniu, a ile razy lądowała, pozostanie jej tajemnicą.
Ponieważ dla mnie nastał wówczas czas startów w ważnych zawodach na Mai, więc zostałem objęty planem ochrony specjalnej, a Bosse przypadł w udziale Martynie. Radziła sobie z nim całkiem nieźle, choć nie obywało się bez upadków (w końcu to polubiła), czasem bolesnych np. na asfalcie. I wreszcie doprowadziła go do startu w zawodach. Tu tez dał o sobie znać jego temperament i nie obeszło się bez upadku tuż przed startem- impulsem był odgłos wydany przez plastikową butelkę! Zawody udało się ukończyć, aczkolwiek Martyna miała mocno potłuczoną pupę i o wsiadaniu na konia musiała na jakiś czas zapomnieć
I tak historia zatoczyła krąg i Bossan musiał powrócić do swego pierwszego jeźdźca, czyli mnie. Zwłaszcza, że z naszej pary pięciolatków przygotowywanych na mistrzostwa, Klaudynka widziała Martynę raczej na Cesrze. Pierwsza jazda była próbą charakterów, Bosiu po trzystu metrach stwierdził, że nie wejdzie pode mną do lasu i zrobił zwrot w kierunku domu. Nie chciałem z nim walczyć w tym momencie, więc taktycznie skręciłem w sad. Niestety, po jakimś czasie był kolejny las i sytuacja powtórzyła się, zamiast do przodu, koń cofał się. Nie wiem, czy nie pogwałciłem tym wszelkich zasad jeździectwa( w końcu jestem tylko biegaczem), ale w tej sytuacji odwróciłem konia tyłem do kierunku jazdy i tak pokonałem cały leśny odcinek. Sytuacja jeszcze raz się powtórzyła w następnym lesie, ale to był już ostatni taki numer Bossana. Dalej było już znośnie. I tak z jazdy na jazdę dopasowywaliśmy się do siebie. Nie, żeby było pięknie, ale czasem łapałem się na tym, że to normalny koń.
Aż przyszedł wczorajszy dzień- wyjechaliśmy w samo południe, w upał koło 30 stopni, nic nie zapowiadało raptownej zmiany pogody. Bossan szedł dość leniwie(pauzował kilka dni) w połowie pętli pojawiły się czarne chmury, ale jakoś działa przeciw gradowe tym razem milczały, niemniej postanowiłem wracać najkrótszą trasą do domu- tak na wszelki wypadek. Ale nawet najkrótszą, to ze siedem kilometrów polnymi i leśnymi drogami. Gdy już mogliśmy galopować, zerwał się wiatr. Postanowiłem przeczekać za krzakami, żeby nie znaleźć się w lesie w taką wichurę. Zeskoczyłem z konia i wtedy rozpętało się piekło, Bossan stał w miarę spokojnie, póki nie zaczął sypać grad wielkości owoców czereśni. Wtedy zaczął krążyć wokół mnie gwałtownie, analizowałem w głowie, co się może stać jak go puszczę ? Na szczęście nie szarpał się w panice i wreszcie udało się go zatrzymać, wreszcie mogłem zdjąć mu wodze z szyi i ruszyliśmy w kierunku domu drogą, która w tym momencie była lodowatym strumykiem. W lesie przekonałem się o słuszności decyzji o zatrzymaniu, cała masa wywróconych drzew, droga usłana gałązkami i liśćmi i mgła, a raczej opary z gwałtownie topniejącego lodu. A na moście koło gajówki niespodzianka w postaci zawieszonego na barierkach konara wierzby. Perspektywa ominięcia to nadłożenie bagatela, siedmiu kilometrów z koniem w ręku lub zrzucenie konara z barierki, czego nie zrobię trzymając Bosia. I co robię? Zarzucam wodze mojego panikarza na słupku mostu, mocuję się z trzeszczącym konarem stękając przy tym niemiłosiernie z wysiłku i…udaje się, Nie w pełni, bo bydle ciężkie, ale sterczy tylko pół metra nad ziemią. Uwalniam Bossana, ten daje się przekonać do przeskoczenia gałęzi i mamy wolną drogę do domu. Tutaj też coś się zmieniło, zwalone drzewo na ujeżdżalni, przyczepa dla koni zaparkowana w płocie, ale reszta koni w komplecie na pastwisku. Rozsiodłuję rumaka i puszczam na padok, co ten wykorzystuje na radosne tarzanie w błocie, Chyba kocham bydlaka!?

Sezon rajdowy rozpoczęty!!!

Tak naprawdę to dla stajni Wilków sezon rajdowy 2015 połączył się z rokiem 2016. Przez start w Dubaju przerwa zimowa minęła niepostrzeżenie. Jednak w miniony weekend rozpoczęliśmy oficjalny sezon startów dla naszych pozostałych koni.

Postanowiliśmy, że na pierwsze zawody wybierzemy się do stajni w Rusi Małej na Mazurach. Poprzedni nasz start w Rusi parę lat temu pozostał nam w pamięci jako bardzo sympatyczne wydarzenie jeździeckie rozgrywane w przepięknym terenie pod okiem gospodarzy, Państwa Saneckich.

Postanowiliśmy zabrać na ten start nasze dwa konie, Bossana i |Bawarię, które po raz pierwszy miały stanąć na rajdowym szlaku i wziąć udział w klasie P, 48 km.

Bossan na ścieżce

Bossan
Bossan
Bawaria
Bawaria
Bawaria
Bawaria
Bawaria
Bawaria

Konie na przeglądzie pokazały się bardzo ładnie i zostały dopuszczone do rywalizacji.

Odprawa
Odprawa

Dwie nasze zawodniczki, Katarzyna Kozłowska i Martyna Kamińska, pokonały ten dystans zajmując 2 i 4 miejsce.

Dekoracja
Dekoracja

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyniku. Oba konie pokonały dystans w dobrym tempie 14,46 km/h, szybko schodziły z tętna i miały bardzo dobre parametry.

Do naszego teamu dołączyła też nasza nowa serwisantka Monika, która , jak mamy nadzieje, wkrótce wystąpi w roli zawodniczki.

Monika na swoim pierwszym serwisie
Monika na swoim pierwszym serwisie
Na serwisie czas miło upływał
Na serwisie czas miło upływał
Serwis
Serwis
Kasia na Bawarii
Kasia na Bawarii
Kasia z Martyną na trasie rajdu
Kasia z Martyną na trasie rajdu
Dziewczyny na trasie
Dziewczyny na trasie

Szczególne uznanie dla Martyny za  to, że pomimo trudności z koniem na linii startu pojechała i ukończyła ten rajd. Otóż parę minut przed startem, Bossan wystraszył się zwykłej butelki z wodą, wystartował jak torpeda z Martyną na grzbiecie i po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów wysadził ją z siodła. Martyna mocno obolała, dosiadła ponownie konia i wyjechała na trasę.

Martyna :)
Martyna :)
Martyna  na Bossanie
Martyna na Bossanie

O nasze dobre samopoczucie przed, w trakcie i po rajdzie, znakomicie zadbali przesympatyczni gospodarze ośrodka, Pani Alina i Andrzej Saneccy. Dzięki nim nikt nie martwił się o to, że będzie głodny :). Przed startem pyszne kanapki serwowała Pani Alina a Pan Andrzej po zakończonych zawodach zaprosił wszystkich na dzika z kaszą i kapustą.

Wyjechaliśmy z Rusi Małej zadowoleni, objedzeni i z miłymi upominkami ufundowanymi przez sponsorów.

Nagrody
Nagrody

Mamy nadzieje, że w przyszłym roku w kalendarzu rajdowym nie zabraknie imprezy u Państwa Saneckich a wszystkim innym organizatorom życzymy tak wspaniałej atmosfery rajdowej.

DZIĘKUJEMY