Relacja z zawodów Gartow 20.04.2012-22.04.2012

Na zagraniczny start namawiała nas znajoma. Beata już jesienią 2011 roku wybierała się do Danii mając wolne miejsce w przyczepie. Kusząca oferta, jednak stwierdzamy, że jeszcze nie jesteśmy gotowi. Zbyt mało czasu na załatwienie licencji FEI, no i forma Mai jeszcze nie na poziomie bądź co bądź kosztownego startu. Ale ziarno zostało zasiane i z przysłanych zimą przez Beatę propozycji wybieramy Gartow.

Przygotowania idą pełną parą tak od strony sportowej, jak i organizacyjnej. Umawiamy się, że spotkamy się w Szczecinie i dalej pojedziemy razem. Z naszym noclegiem w Szczecinie nie ma problemu – nasza biegowa przyjaciółka Iwa dawno nas zaprasza do siebie, nocleg dla Mai też udaje się załatwić dzięki pomocy forumowiczek  z re-volty, zwłaszcza hors-arte. Nocleg a nawet opiekę weterynaryjną w razie potrzeby. Wreszcie nadchodzi godzina „W”. Kiedy zamykamy dom, telefon od Beaty: kiedy wyjeżdżamy, bo oni już są na miejscu??!!  No ładnie, jesteśmy zdani na siebie.

Jedziemy. Podróż mija spokojnie, w Szczecinie jesteśmy przed północą, mimo to, w stajni na nas czekają i możemy spokojnie ułożyć Maję do snu. Sami jedziemy do Iwy. Szczecin zrobił na nas bardzo dobre wrażenie – piękne, gościnne miasto. Będąc u Iwy, Klaudynka spisuje z Google Map dane dojazdu bo nie zdążyliśmy wgrać mapy Niemiec w GPS.

Rano żegnamy starych i nowych przyjaciół, ładujemy klaczkę i ruszamy w  moją pierwszą samochodową podróż zagraniczną. Po doświadczeniach ze wschodnich granic, przekroczenie tej z Niemcami jest miłym zaskoczeniem. Właściwie, nawet go nie zauważyłem. W ogóle podróż przez Niemcy jest czystą przyjemnością – nie ma głupich ograniczeń typu ograniczenia prędkości przy szkole, która nocą jest zamknięta na głucho, nikt wariacko nie pędzi  a przy nielicznych robotach drogowych wszyscy dostosowują prędkość i ruch odbywa się płynnie.

Po południu docieramy na miejsce. Miejscowi widząc przyczepę z koniem kierują nas na miejsce. Na stosunkowo niewielkiej łące udaje się pomieścić kilkadziesiąt załóg z czego spora część, w tym i my, nocuje na miejscu, w samochodach, przyczepach czy nawet pod namiotami, mimo wczesnowiosennej pory. Nawet część koni nocuje na wygrodzonych placykach. Kręci się też masa psów, z których jeden podkrada nam kolację. Dobra marka polskiego jedzenia jest tu widocznie znana.

Załatwiamy formalności, co przy nieznajomości niemieckiego i słabym angielskim mogłoby być trudne, ale z niewielką pomocą Polaków i dzięki uprzejmości organizatorów udaje się to dość  łatwo. W ogóle znajdujemy Niemców jako wyluzowanych i sympatycznych.

Z Polski startuje pięć załóg: Ania T. na Baderze w konkursie ***, Artur  na Arwinie, Beata  na Eminemie, Kasia na Drylingu i my ,w konkursie 1*.

Rano Maja tryska energią, wreszcie nadchodzi godzina startu. Pojechali. Dojazdy na Crew Pointy są proste, ale na trzecim trzeba kawałeczek dochodzić pieszo. Trzeba się spieszyć. Chwilami rozpędzam się nawet do 130 km/h na wąskiej drodze wśród lasów. Dziś nam wolno.

Po pierwszej pętli jest dobrze, Klaudynka trzyma się razem z Arturem(którego nie mieliśmy okazji wcześniej bliżej poznać, a który okazał się bardzo sympatycznym facetem), tempo wysokie, ponad 18,5 km/h. Czas wejścia na bramkę bardzo dobry, razem wyjeżdżają na drugą pętlę. Konie większość trasy spokojnie galopują, co u Mai jest dziwne, bo ze względu na ostrą zimę, galop wprowadziliśmy dopiero w ostatnich dwóch tygodniach przed zawodami.

Znów dobra pętla i ….. gubimy się troszeczkę ,na trzecią pętlę wyjeżdżamy z półtoraminutowym opóźnieniem. Artur rozglądał się za nami, ale nie może czekać. A jest to nowa pętla. Maja w nowym otoczeniu (poprzednio był las, a teraz wioski i otwarte przestrzenie) zachowuje się jakby pierwszy raz była w terenie.  Przez jakiś czas Klaudynka jedzie z którąś ze Słowaczek, ale dziewczyna jedzie zbyt szybko , efekt  taki, że Klaudynka wpada na bramkę bardzo zmęczona, nie może usłyszeć tętna Mai,(ja nie mogę w ogóle, mści się dawne zapalenie ucha). Ryzykujemy i wchodzimy – niestety tętno jest zbyt wysokie i wywalają nas. Wystarczyło zaczekać minutkę, a tak, musimy wyjść z drugiej strony, obejść dookoła, zmierzyć jeszcze raz tętno (dla pewności) i wejść ponownie. Tracimy na to dobre 10 minut. Tym samym tempo z 18,5 spada do 13,5. Takim samym tempem jazdy Klaudynka z Mają pokonują ostatnią pętlę. Nie wiemy jeszcze, że po trzeciej pętli wypada Artur. Arwimowi odnawia się stara kontuzja.

Moje dziewczyny przyjeżdżają na czwartej pozycji – za nami plasuję się Kasia i Beata.  Debiut zagraniczny bardzo udany – czwarte miejsce na 18 par. Dodatkowo jesteśmy wytypowani do konkursu Best Condition, który wygrywa zwyciężczyni konkursu Barbara Ackermann z klaczą Luiba.

Zmęczeni ale szczęśliwi wracamy najkrótszą drogą do domu.

Krzysztof